Imigranci zrujnują gospodarkę Europy – i to już niedługo

w Biznes

Słynne już selfie imigrantów z iPadem

Słynne już selfie modnych imigrantów z iPadem którzy przybyli do Grecji

„Imigranci przyniosą nam rozwój gospodarczy i niespotykane okazje do wzbogacenia kraju, wykwalifikowaną i chętną do pracy siłę roboczą”. Tej oficjalnej linii rządu Angeli Merkel, usprawiedliwiającej niekontrolowane otwarcie granic, nie kupują już nawet Niemcy. W opublikowanym w Niemczech badaniu już tylko 16 procent Niemców wierzy w to, że obecna fala imigrantów wzbogaci państwo. Te głosy stają się dominujące w całej Europie.

W głośnym wywiadzie dla Die Zeit, znany niemiecki ekonomista Ludger Wößmann wywołał burzę, wytykając fatalny poziom wykształcenia imigrantów i ich gotowości do podjęcia pracy zarobkowej. Według ekonomisty 2/3 z nich ledwo potrafi czytać i pisać i pozostaje funkcjonalnymi analfabetami. Nie potrafią rozwiązywać zadań matematycznych, nie chodzili do szkół i nie zdobyli zawodu. Jak szacuje Wößmann, w stosunku do niemieckiej młodzieży są o 5 lat opóźnieni w rozwoju i nie nabędą w tym pokoleniu kompetencji takich jak mają rodowici Niemcy. Nie chcą się też uczyć i łatwo porzucają szkoły. Ekonomista sugeruje również, że nie należy ich uczyć na siłę, a zamiast tego przygotowywać do najprostszych zawodów, bo zaległości sprawią, że w tym pokoleniu nie osiągną poziomu rozwoju rodowitych mieszkańców Europy.

Olbrzymim problemem jest także nieistniejąca partycypacja kobiet w rynku pracy, co wynika z kulturowych uwarunkowań państw muzułmańskich w których kobietom nie wolno wykonywać specjalistycznych zawodów. Nie uczestniczą one w życiu gospodarczym, nie wytwarzają żadnego dochodu, a pobierają zasiłki. W największej grupie imigrantów – Syryjczyków, tylko 13% kobiet pracowało przed podjęciem emigracji. Dla porównania, w Polsce aktywnych zawodowo jest aż 69% kobiet w wieku produkcyjnym, co jest niezłym wynikiem i wyższym niż średnia UE. Rezultatem tak wysokiego strukturalnego bezrobocia wśród tych osób będzie olbrzymie obciążenie systemów opieki społecznej. Obecna fala migrantów nie zasili siły roboczej i wniesie tylko negatywny wpływ na budżety państw, które będą musiały wyłożyć środki na utrzymanie kolejnych milionów jakie przybędą w najbliższych latach do wybrzeży Europy.

A kto na tym zarabia?

Imigrancki biznes to system naczyń połączonych. Te pieniądze europejskich podatników nie znikają w powietrzu, tylko trafiają do ludzi czerpiących z niego korzyści. W opublikowanym właśnie raporcie Europol – europejska agencja policji wskazuje, że w 2015 roku przemytnicy szmuglujący imigrantów przez Morze Śródziemne zarobili na tej działalności 6,6 miliarda euro. Agencja ostrzega jednocześnie, że w tym roku zyski przemytników wzrosną nawet trzykrotnie, do 20 miliardów euro i jest to kwota tak ogromna, że dla porównania stanowi trzykrotność rocznych polskich wydatków na wojsko lub koszt wybudowania 300 szpitali średniej wielkości w Polsce. Na tranzycie zarabia również wiele państw, w tym Turcja, która szantażuje Unię Europejską całkowitym otwarciem granic.

Ale istnieje również liczne grono europejskich beneficjentów imigracji. W łatwy zysk pochodzący z niekontrolowanych wydatków budżetowych, włączają się także firmy.

Szwedzki dziennik Expressen ujawnił w jaki sposób robi się lukratywny biznes na wynajmowaniu mieszkań imigrantom. W opublikowanym reportażu dziennik przytacza liczne przykłady spółek powstałych głównie po to, aby zajmować się wynajmem samorządom mieszkań w których kwaterowani są imigranci. W Szwecji mieszkań brakuje już teraz tak bardzo, że szwedzkie gminy przepłacają miliony koron, kierując te środki do prywatnych przedsiębiorstw, takich jak spółka o wymownej nazwie Caremore Migration, należąca do szwedzkiego miliardera Rickarda Webera. Za najdroższe jednopokojowe mieszkanie wynajmowane imigrantom, gmina Mölndal płaci w przeliczeniu na naszą walutę 30 000 złotych miesięcznie, co nawet jak na szwedzkie warunki jest kwotą niewyobrażalnie wysoką.

Ta sama sytuacja destrukcji rynku mieszkaniowego, uniemożliwiająca młodym Europejczykom znalezienie mieszkań na wynajem i zmniejszająca mobilność, powtarza się we wszystkich krajach przyjmujących masowo imigrantów. W styczniu Niemcy oburzyli się na radnych Berlina, którzy zdecydowali że ze względu na brak mieszkań w stolicy Niemcy, wynajmą imigrantom na wyłączność luksusowy 4-gwiazdkowy hotel „President”, za co miasto zapłaci 2 miliony euro rocznie.

Jaki będzie końcowy rachunek?

Nie trzeba będzie długo czekać. Modelowym przykładem nadchodzącej katastrofy jest Szwecja – kraj o największej na świecie liczbie uchodźców w stosunku do liczby mieszkańców. To państwo opiekuńcze, przytłoczone ciężarem imigrantów wykorzystujących bez skrupułów bogate możliwości systemu, wpada w spiralę długów i regularnie podwyższanych podatków, z której nie ma dobrej perspektywy wyjścia. ONZ szacujące HDI (Human Development Index) – „wskaźnik dobrobytu” mierzony jako łączny poziom wykształcenia, warunków do życia i gospodarki, prognozuje, że Szwecja w 2030 roku spadnie poniżej poziomu Libii i Kuwejtu, a już w 2025 roku Polska prześcignie Szwecję, osiągając wyższe HDI.

Paradoksalnie, kryzys migracyjny może okazać się znakomitą szansą rozwoju dla państw takich jak Polska i Węgry które nie są kierunkiem bliskowschodniej imigracji. Pozwoli to na przyciągnięcie licznych inwestorów którzy będą postrzegali te kraje jako oazy uczciwości i przedsiębiorczości – dwóch tradycyjnych wartości, o których zapomniała stara Europa.

Dodaj komentarz

Twój e-mail nie będzie opublikowany.

*